fs-ban.png
Fundusz sołecki po pierwszym roku
Czwartek, 29 Lipiec 2010 | Przeczytany 3950 razy | Drukuj
Po finale konkursu „Sołtys Roku 2009” – sponsorowanym przez Bank Gospodarki Żywnościowej i Bank Gospodarstwa Krajowego – 12 maja br. w Senacie RP odbyła się konferencja „Fundusz sołecki – po roku”, której organizatorem
Gazeta Sołecka /Lipiec 2010

była senacka Komisja Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej. Prelegenci i uczestnicy dyskusji przedstawili różne punkty widzenia oraz doświadczenia związane z pierwszym rokiem funkcjonowania w gminach ustawy o fundusz sołeckim z 20 lutego 2009 r.
Przewodniczący Komisji senator Mariusz Witczak zwrócił na wstępie uwagę, że celem projektodawców było stworzenie prostych, przejrzystych zasad tworzenia funduszu sołeckiego. Ten zamiar powiódł się, nie zgłaszano problemów proceduralnych, a sołectwa mają sporo czasu na przygotowanie swoich wniosków. Przyjęto takie rozwiązanie, które nie rozbija budżetu gmin, a z drugiej strony ustawa daje sołectwu podmiotowość. Środki z funduszu sołeckiego to pieniądze „na projekty lekkie”; za mało ich na duże zadania, ale by aktywizować społeczności lokalne do wspólnych przedsięwzięć – wystarczy. Formuła wykorzystywania funduszu jest zresztą elastyczna, można więc łączyć te środki z innymi pozyskanymi przez sołectwo.
W pierwszym roku działania ustawy skorzystała z niej prawie połowa sołectw w kraju, jednak istnieje tu duże zróżnicowanie regionalne (w województwie podkarpackim 72 proc., a w śląskim – 37 proc.). Fundusz przeznaczano na rozmaite wiejskie inwestycje, jak na przykład remonty strażnic, świetlic i klubów, budowa placów zabaw dla dzieci, naprawa przystanków i chodników, realizowano też koncepcje odnowy wsi. Oczywiście, można domagać się, żeby tych środków było więcej, a gminy miały większe zachęty do tworzenia funduszów sołeckich. Największą trudność stanowi dziś przekonanie wójtów tam, gdzie ten fundusz nie powstał. Wprawdzie gmina otrzymuje tylko częściową refundację wydatków, ale zyski społeczne spowodowane aktywnością wsi są nie do oszacowania.
Zdaniem senatora Witczaka ustawa jest świetnym instrumentem do budowania lepszej Polski, i to od fundamentów, a nawet ław fundamentowych.
Grzegorz Kubalski, który pracował nad konstrukcją ustawy, przypomniał jej ograniczenia prawne i organizacyjno-ekonomiczne. Nie można więc było wprowadzić obligatoryjności tworzenia funduszu, ponieważ to gmina jest podstawową jednostką samorządu, a nie sołectwo. Należało też uwzględnić znaczne zróżnicowanie gmin (różna liczba sołectw) oraz sołectw (różna liczba mieszkańców) tak, by zrównoważyć interesy sołectw i możliwości gmin, stąd umieszczony w ustawie wzór wyliczania wysokości środków przypadających na dane sołectwo.
 Fundusz sołecki stanowi praktyczną realizację konstytucyjnej zasady pomocniczości. W określonych warunkach drobne zadania należy powierzać sołectwom, tam bowiem można spożytkować dane środki najlepiej. Dzięki temu udało się już uruchomić wiele inicjatyw lokalnych. Sejmowa Komisja Kontroli Państwowej monitoruje obecnie funkcjonowanie ustawy, m.in. rozpatrując stanowisko regionalnych izb obrachunkowych w sprawie wykorzystania funduszu sołeckiego. Aczkolwiek pojawiają się tu pewne kłopotliwe interpretacje prawne, to niewątpliwie korzyści przeważają nad niedogodnościami.
Mecenas Rafał Trykozko, ekspert ds. finansów samorządowych i pracownik RIO w Białymstoku, stwierdził, że ustawodawca przyjął model optymalny z punktu widzenia sołtysów i sołectw, gdyż dalej nie da się pójść bez istotnych zmian w Konstytucji RP i ustawie o samorządzie gminnym. Pojawiają się jednak niewłaściwe interpretacje prawne ustawy o funduszu sołeckim, jak na przykład to, że wniosek można zmienić w trakcie roku budżetowego. Zdaniem mecenasa ustawa nie daje takich kompetencji, a zebranie wiejskie nie ma prawa zmienić swojej decyzji o wykorzystaniu środków z funduszu. Możliwe są jedynie przesunięcia finansowe wynikające z konieczności korekty kosztów, które trudno dokładnie oszacować z dużym wyprzedzeniem.
Referent zauważył, że brakuje precyzyjnej definicji wydatków w ramach funduszu sołeckiego oraz określenia powiązania między wnioskiem a wydatkiem, co rodzi obawy wójtów. W zależności od interpretacji organów kontrolnych (RIO, NIK i służb wojewody) zwrot wydatków może być kwestionowany, co narazi wójta na ewentualne zarzuty naruszenia dyscypliny finansowej lub uszczuplenia budżetu gminy. Według mecenasa fundusz sołecki powinien być tworzony tylko na podstawie tej ustawy, a równoczesne wyposażenie sołectwa w środki w trybie ustawy o samorządzie gminnym  (art. 51 ust. 3) jest niewłaściwe i powinno być wyłączone.
Za martwy przepis prelegent uznał możliwość przeznaczania środków na usuwanie skutków klęski żywiołowej (art. 1 ust. 4). Trudno przecież zaplanować powódź, trzeba by więc ustalić tu wyjątkowy tryb. Zbędny jest zapis, że środki funduszu niewykorzystane w roku budżetowym wygasają z upływem roku (art. 2 ust. 3), natomiast nie zapisano, kiedy rada gminy może zwiększyć środki funduszu (art. 3 ust. 1); rada gminy powinna wskazać w uchwale, czy fundusz sołecki będzie zwiększany. „Hamulcowym” nazwał ograniczenie przedsięwzięcia przewidzianego do realizacji wyłącznie „na obszarze sołectwa” (art. 4 ust. 3).
Mec. Trykozko zwrócił uwagę, że zazwyczaj fundusze sołeckie stanowią jedynie „załącznik do budżetu” gminy, co świadczy o zbyt płytkim traktowaniu ustawy.
Kolejny referent – Dariusz  Kraszewski, przedstawiciel Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, które wspiera realizację funduszów sołeckich, podkreślił, że potrzebna jest do tego wiedza i doświadczenie. Stowarzyszenie prowadzi badania terenowe i stronę internetową www.funduszesoleckie.eu, organizuje też zajęcia edukacyjne i seminaria szkoleniowe, a na przykładzie podszczecińskiej gminy Pyrzyce wypracowało odpowiedni model wsparcia. Obecnie trwają badania w kilku gminach mazowieckich.
Prosta ustawa o funduszu sołeckim rodzi na wsi wiele pytań, dlatego ważne jest jej oprzyrządowanie: wiedza o organizacji zebrań, informacja, na co można wydać pieniądze, inspiracja i promocja na poziomie gmin, by zainteresować mieszkańców. Bezpośrednie decydowanie nawet o drobnych środkach przyczynia się do aktywizacji i współodpowiedzialności, wzmacnia instytucję zebrania wiejskiego i demokrację lokalną. Aby ten mechanizm nabrał rozpędu, a proces stał się trwały, potrzeba jednak jeszcze kilku lat.      
Ustawa o funduszu sołeckim to wiatr w żagle dla tych, którzy chcą coś robić, zniesienie barier dla aktywnych i wyzwolenie energii. Ale sama ustawa to za mało; konieczne jest wsparcie, edukacja i upowszechnianie pozytywnych doświadczeń.
 Jako pierwszy zabrał głos w dyskusji Stanisław Barycki, wójt gminy Sitkówka-Nowiny w województwie świętokrzyskim, przestrzegając, że ustawa może wyzwolić aktywność także w sensie negatywnym i doprowadzić do skłócenia między sołectwami i radami gmin. Zdarza się niedoszacowanie przedsięwzięć, na których realizację brakuje potem środków. Wykonawstwo to również rozwój biurokracji oraz dodatkowe obowiązkowe nowe obciążenia (odrębny rachunek, procedury przetargowe itd.) dla gminy. Z kolei rozliczenie wójtów z wykonania funduszu oznacza niebezpieczeństwo dowolności interpretacyjnej ze strony RIO.
 Zdaniem dyskutanta prawdziwa aktywność nie potrzebuje teorii o wzmocnieniu zebrania wiejskiego. Należałoby natomiast solidnie rozliczyć 20 lat funkcjonowania samorządu terytorialnego, w którego działaniu pojawia się coraz więcej barier i ograniczeń, zwłaszcza na szczeblu podstawowym – coraz mniej jest uprawnień dla samorządów gminnych.
Sołtys Zofia Stankiewicz z Idzbarka w gminie Ostróda w woj. warmińsko-mazurskim  zauważyła, że „pieniądz społeczny jest trudny i śliski”, a problemy dotyczą na przykład księgowości w gminie i obaw przed RIO. Środki z funduszu sołeckiego są przy tym nieduże – w jej wsi 16 300 zł – „to za mało  na coś konkretnego”, a z kolei wydawać je tylko na poprawę estetyki i integrację szkoda. Z drugiej strony łatwiej się jest uczyć na małych pieniądzach. Zwróciła też uwagę, że zadłużonym gminom trudno wyodrębnić fundusz sołecki. Należy dążyć do sytuacji, żeby i gminy, i sołectwa były zadowolone z tej ustawy.
Sołtys Waldemar Owczarzak z Brzozy w gminie Nowa wieś Wielka w woj. kujawsko-pomorskim podał, że kilka gmin w powiecie bydgoskim już wcześniej wprowadziło odpisy dla sołectw, ale po wejściu w życie ustawy o funduszu sołeckim niektóre z nich by straciły, dlatego pozostawiono stare zasady. Komentując tę wypowiedź, mec. Trykozko stwierdził, że rada gminy mogła przecież zwiększyć środki na fundusz.
 Jerzy Lechnerowski, burmistrz gminy Kórnik w województwie wielkopolskim, uznał zasady tworzenia funduszu za dobre. Przez 7 lat 26 sołectw otrzymywało 220 tys. zł, a teraz kwota ta wzrosła do 466 tys. zł. Oczywiście, jest to tylko uzupełnienie tego, co normalnie gmina robi na rzecz sołectw. Za pieniądze z funduszu dużej inwestycji się nie wykona, ale środki te wcale nie muszą iść na integrację i przejadanie. Sołtys Zbigniew Tomaszewski z Czmońca w gminie Kórnik też jest zadowolony z ustawy; przedtem jego wieś (300 mieszkańców) otrzymywała 5 tys. zł, a obecnie 10 tys. zł więcej. Z wydaniem pieniędzy nie ma kłopotu; zakupiono tłuczeń na drogi gruntowe, a rolnicy ciągną dalej. Również wójt Ostródy Gustaw Marek Brzezin przyznał, że w jego gminie fundusz sołecki jest większy. Ustawa idzie w dobrym kierunku, bo daje wędkę i dla sołtysów, i dla gmin. O efektywności wykorzystania środków i sukcesie funduszu zadecyduje jednak właściwa legislacja (niektóre przepisy trzeba poprawić – np. wniosek powinien mieć zakres zadaniowy).
 W podsumowaniu dyskusji na temat funkcjonowania ustawy o funduszu sołeckim prezes Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów senator Ireneusz Niewiarowski, który należał do jej inicjatorów i współautorów, stwierdził, że oprócz prawidłowej legislacji ważne są i inne działania. Rozwój wsi nie polega tylko na tworzeniu infrastruktury, ale przede wszystkim na budowie kapitału społecznego, w czym tkwią olbrzymie rezerwy. Mądrze wykorzystany fundusz sołecki może ożywić wieś, jest też doskonałym barometrem postaw aktywnych społecznie i sposobu realizowania władzy w gminie.
 Jak podkreślił, za wcześnie jeszcze na pełne wnioski z działania ustawy, która budzi zarówno emocje pozytywne (np. dowartościowanie sołectwa), jak i negatywne (mała elastyczność w wydatkowaniu środków planowanych z dużym wyprzedzeniem). Wciąż niewielka jest wiedza mieszkańców wsi o istniejących możliwościach działania i o samorządzie w ogóle. Dlatego podejmowane są różnego rodzaju akcje informacyjne i promocyjne, by pomóc w realizacji fundusz sołeckiego. Pobudzenie aktywności to zarazem budowa patriotyzmu na dole, w „małej ojczyźnie”.
 Obecnie przyjęty model funduszu jest optymalny, może dlatego, że ustawa jest owocem kompromisu ze Związkiem Gmin Wiejskich. Trwa monitorowanie jej funkcjonowania i zbieranie informacji, pojawiają się postulaty dotyczące korekty przepisów. Jesienią br. nastąpi pierwsza ocena. W dalszym ciągu potrzebna jest promocja, szkolenie i ukazywanie dobrych praktyk, bo przykład jest na wsi najważniejszy. Fundusz sołecki może stać się pierwszym ogniwem całego spójnego systemu wsparcia dla polskiej wsi, która potrzebuje dziś liderów i animatorów nowego rodzaju.
 
Andrzej W. Kaczorowski